RUMUNIA

Rumunia 2015 – pierwsza samodzielna podróż rowerowa 1600 km z refleksją pozytywną, aczkolwiek z dużym napięciem emocjonalnym.

Na Podkarpacie dotarłem do Rzeszowa pociągiem po niemal całodniowej podróży z rowerem. W Rzeszowie załatwiono mi podwodę do Odrzykonia gdzie trafiłem w gościnne „lotnicze łapy” w pensjonacie. Stamtąd już na rowerze z sakwami dotarłem przez: Wschodnią Słowację i Węgry i na skos z płn-zach na płd-wsch Rumunii do Konstancy.

21 lipiec 2015 r. -·Widok na Krosno spod ruin zamku w Odrzykoniu. Pierwszy etap podróży rowerowej na Rumunię jest za mną.

W pierwszym dniu już jazdy na rowerze, trasa przebiegała z Odrzykonia przez KrosnoDuklę – przejście graniczne w BarwinkuSvidnik do noclegu w namiocie nad zalewem Domasza.

W drugim dniu z „Domaszy” dotarłem przez Michalovce – Trebiszov do przydrożnego motelu ok 30 km przed Slovenskim Novym Mestem .

W trzecim dniu przez opuściłem Słowację i przez przejście graniczne z Węgrami w Slovenske Nove Mesto. Dotarłem do do Debreczyna przez TokajNyiregyhazę, po przekręceniu 156 km. W Debreczynie szukając miejsca na „rozbicie” namiotu, dostałem nocleg od  przygodnie poznanego człowieka-rowerzysty, który w języku angielskim spytał mnie, widząc dopiętą przy tylnej sakwie biało-czerwoną małą flagę „…czy jest to możliwe, że przyjechałem tutaj z Polski na rowerze”? Odpowiedziałem, mu, „że tak, jest to możliwe, lecz nie jest możliwym, że na gościnnej węgierskiej ziemi nie mogę znaleźć miejsca do noclegu” Szukałem taniego hotelu, bo bardzo czułem trudy podróży w tym dniu, a szczególnie po południu jadąc z Nyiregyhazy do Debreczyna usmażyłem się w słońcu. Wytłumaczył mi, że w mieście jest festiwal muzyczny (było słychać pohukiwania) i hotele są zajęte. Węgier przyjął mnie we własnym mieszkaniu, dając oddzielny pokój z wygodnym łóżkiem, a samemu z narzeczoną śpiąc na wąskiej kanapie. Okazało się, że to też młodszy ode mnie rowerzysta. Następnego dnia poczęstował śniadaniem i pojechaliśmy na rowerach do hali targowej, w której sprzedawano sery z koźlego sera przez niego produkowane.

Czwarty dzień – Węgier zaproponował, aby jeden dzień wykorzystać na odpoczynek w ciepłych termalnych źródłach w niedalekim Hajdu Szo Szloboszlo. Pożegnałem się przemiłym Węgrem i skorzystałem z jego propozycji podjeżdżając pociągiem trzy stacje do tych termalnych źródeł. Szybkie rozłożenie namiotu na kempingu, niewielkie opłaty za lokum, tania żywność, moczenie w ciepławej wodzie i w następnym dniu rano wróciłem pociągiem do Debreczyna.

26 lipiec 2015r. – Drugi dzień odpoczynku w Hajduszoboszlo. Troszkę ok 7 – rano powróciło, najważniejsze, że jest chłodniej. Po turystycznym śniadaniu mała przechaszczka po węgierskim kurorcie. Jest tutaj sporo przyjezdnych Polaków, głównie z południowej Polski, jak i trafiają się. Słowacy, Rumuni, a nawet Niemcy. W basenach woda jest nieco cieplejsza niż u nas w jeziorach w słoneczne dni. Warto polecić znajomym, są to bardzo atrakcyjne ceny. Łapię siły do szturmu Rumunii, głównego celu mojej rowerowej wyprawy. Na zdjęciu główna ulica Hajduszoboszlo z hotelami wypoczynkowym.

Piąty dzień – Po powrocie do Debreczyna i wyruszyłem w podróż na granicę z  Rumunią. Dystans ok 30 km utrwalił mi się już z inną niż typowa polska kulturą leśną, innymi drzewami – zdecydowanie z mniejszą ilością drzew iglastych. Zaraz po przekroczeniu granicy zauważalny był inny areał upraw ziemnych – kukurydza i słoneczniki i nieco uboższe domostwa. Po stronie rumuńskiej przez Valea lui Mihai dotarłem do Marhity i w tym dniu przejechałem ok80 km. Nocleg był w hotelu pamiętającym chyba jeszcze lata 70-te XX w. Wyjscie na miasto wieczorem, pierwsze rumuńskie posiłki, dobry odpoczynek.

27 lipiec 2015 ·- Dotarłem do Marghariti na Rumunii – w końcu. Po piątkowym 154 km prażeniu w słońcu i moczeniu w wodach termalnych pod Debreczynem, dzisiaj 108 km i jestem w kraju docelowym podróży. Na zdjęciu na obszarze 2 km kw. najładniejszy z czterech kościołów. Po 80 km tylko po Rumunii już dużo widzę spraw ukazujących, że ten kraj się rozpędza we wszystkich aspektach państwa europejskiego. Nie mnie jednak, nawet do Polaków, brakuje hm, jednego innego pracującego i postrzegającego rzeczywistość pokolenia. 😛

Szósty dzień  – z Marhity przez Oradeę i Beius do Stei  ok 70 km

28 lipiec 2015 – Za elewacjami i czasami przepięknymi jest dość 😫ubogo.

28 lipiec 2015 – To prawie najważniejsze – trzeba w Kuchni Polskiej zrobić korektę. Flaki nie mniej wyśmienicie smakują nie na bazie rosołowej, lecz innej. Sfotografowałem menu i przeprowadzę dochodzenie kulinarne Poinformuję o wynikach. Do jutra. Kładę się spać w kempingu Muszę odpocząć Mam zaplanowaną stówkę. Aha mam już nakreconą 600-setkę.

28 lipiec 2015 – Najwyższe wzgórze od płn strony Oradea. Ugrzęzłem na drodze żwirowej.

28 lipiec 2015 – Poprzez słoneczniki widać płn-zach Rumunię.

28 lipiec 2015 – Z tego samego miejsca spojrzenie na środkową Rumunię

28 lipiec 2015 – Pałac – a to tylko stacja kolejowa w Oradea

30 lipiec 2015 – Rumuni na wsi też piękne rzeźbią – trasa z dojazdem do Stei

30 lipiec 2015 – 82 km do Stei i jestem już u północnego podnóża płd Karpat

30 lipiec 2015 – Typowy wyląd z tej strony geogr. wsi rumuńskiej

30 lipiec 2015 –  Po drodze minąłem Beius-taki mały rumuński Nowy Targ

Siódmy dzień –  ze Stei do Devy ok 110 km, Wedrówka po wsiach i wzgórzach z pilnym i uważnym przyglądaniu się regionalnej infrastrukturze.  

30 lipiec 2015 – Nocleg w Stei. Foto z gospodarzem zajazdu.

30 lipiec 2015 – W poszukiwaniu prawdziwych regionalnych rumuńskich smaków

30 lipiec 2015 ·  W poszukiwaniu prawdziwych regionalnych rumuńskich smaków w Stei

Ósmy dzień – z Devy przez Hunedoarę do (z powodu burzy przymusowe zatrzymanie) Silvaşu de Jos  (ok 50 km). Nocleg u Pani Rumunki – pięgniarki z Hategu. Na kolacji z byłym mężem dostałem podpowiedź, że warto wrócić trasą z Hategu odwiedzić Sebesz a szczególnie Sibiu – miasto z podglądającymi dachami.

Dziewiąty dzień – Z podpowiedzi skorzystałem trasę z Silvaşu de Jos  przez Sebesz do Sibiu (ok. 120 km) tą zaliczyłem z przyjemnością z widokami wzgórzystymi, a z Sibiu do Ramnicu Valcea przejechałem pociągiem. Sakwy nadal dużo ważyły, a przez masyw górski nie chciałem się na „siłę” przeprawiać, zatem w tym momencie pociąg wydał mi się rozsądnym rozwiązaniem. Noclej za Ramnicu Valcea zaliczyłem w prywatnym pensjonacie, gdzie zaskoczyłem swoją wędrówką w moim wieku gospodarzy.  

Dziesiąty dzień – spod Ramnicu Valcea do Greci ok 110 km dość dobre kręcenie. Miałem problem ze wschodnim wiatrem, prędkość prawie o połowę mniejsza i połowę więcej nożnego wysiłku oraz ze znalezieniem noclegu. Kaping był z pencjonatem ale opanowanym przez Cyganów, wskazali mi , że mogę rozkładać się z namiotem na trawie pod budynkiem. Podziękowałem, niedaleko w sklepie porozmawiałem po angielsku z młodą ekspedientką i prosiła o chwilę poczekania. Przyszła starsza pani, zaprosiła mnie do swojego domu, oddała swoją sypialnię, zaparzyła mocną herbatę. Wyspałem się dobrze, lecz pół nocy słyszałem ją rozmawiającą przez telefon. Podsłuchałem, że się chwali „poloneza bicykleta” u niej w domu. Rano dałem jej sypaną kawę i poprosiłem o jej zaparzenie. Pół godziny dla mnie gotowała tą kawę, bo miała być najlepsza. Na odjezdne podziękowałem za gościnę i się z gospodynią siłowałem, bo nie chciała pieniędzy ode mnie. Na siłę jej wcisnąłem i odjechałem.

Jedenasty dzień – Dotarłem do Bukaresztu ( odnajdę zdjęcie) Zmiana klimatu podróży z krajobrazowego na miejski. Bukareszt pozytywne na mnie wywarł wrażenie. Pierwszy raz byłem w tym mieście. Zauważalne efekty również w infrastrukturze miejskiej z czasów komunalnego dygnitarza – Pałac Ludowy. Generalnie Bukareszt „przejechałem” wschód-zachód postanowiłem wtedy dojechać do Konstancy. Po wschodniej stronie Bukaresztu znalazłem nocleg w „pensziunei”. Z kierownikiem administracyjnym – byłym prawdopodobnie policjantem (Redisem) nadal (2021 r. – już sześć lat) jest w znajomości na FB. Dostałem od niego kartę do tańszych zakupów w pobliskim supermarkecie, a wieczorem do wspólnej degustacji dobry „kielonek” jego nalewki.

Dwunasty dzień – wyruszyłem z Bukaresztu do Konstancy mniej ruchliwą od głównej drogi, przebiegającą równolegle kilka kilometrów od północnej strony. Zdecydowanie miałem mniej pojazdów, lecz dużo więcej nudy Droga prowadziła głównie w polach z uprawami słoneczników i kukurydzy – nic innego. Na dodatek wiatr miałem mocno spowalniający – wschodni – jedynie rowerowo słuszny – „w morde wind” Nocleg po ok 150 km Fetești-Gară, w wygodnym hoteliku.

Trzynasty dzień – Fetești-Gară pożegnałem rano zanim towarzystwo hotelowe się obudziło. Pracownik – zaopatrzeniowiec otworzył mi bramę i pożegnał na drogę. (Starałem się codziennie już ok. 7 godziny być w trasie, aby dużą część trasy wykonać zanim dopadną mnie południowe upały). ,Ciekawym w tym dniu elementem podróży był dla mnie przejazd przez „zespół mostowy drogowo – kolejowy” nad Dunajem.


Fotografia – „zespół mostowy drogowo – kolejowy”, widok od Cernavodă, żródło https://www.google.pl/maps/place/Cernavod%C4%83+905200…

Później przez Medgidię dojechałem do Konstancy. Etap ok 90 km. Przejazd przez Konstacę, zaprzyjaźnienie się z miastem, kąpiel w Morzu Czarnym, no i do Bukaresztu powróciłem pociągiem. Nocleg na dworcu kolejowym Bukareszt Nord i powrót do Polski koleją przez Budapeszt.

Wartym wspomnienia była fantastyczna wspierającą mnie w wyzwaniach podróżniczych, działalność polskiego honorowego konsula w Rumunii – Pana Roberta. Dzięki Panie Robercie za serduszko i pomaganie Polakom w cięższych chwilach na „obczyźnie”, którą dzięki Panu stała się motywem do ponownego przyjazdu na Rumunię w 2017 r. i zwiedzenia rowerem z polskimi wsiami niemal całej Bukowiny

About the Author

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You may also like these

No Related Post

Ta strona wykorzystuje pliki cookies jak każda inna strona. Więcej na ten temat przeczytasz w Polityce prywatności i plików cookies. Więcej informacji

Ta strona wykorzystuje pliki cookies jak każda inna strona. Więcej na ten temat przeczytasz w Polityce prywatności i plików cookies . Wchodząc na stronę wyrażasz na nie zgodę według ustawień Twojej przeglądarki. Możesz je w każdej chwili zmienić, a jeśli tego nie zrobisz przeglądanie strony nastąpi z wykorzystaniem tych plików.

Zamknij